Klasa, takt i szyk zamknięte w jednym człowieku.

12 lutego, 2021

Ekspert od wina, biznesmen z klasą o szlacheckich korzeniach. Prowadził firmę deweloperską, doradzał w Paribas Bank, aż wreszcie spełnił marzenie o swojej własnej firmie winiarskiej. Skromny, wykształcony, elokwentny, zabawny, przystojny- wyjątkowy rozmówca z pasją.  Z wielką przyjemnością przedstawiam Państwu Roberta Mielżyńskiego.

Pochodzenie

Panie Robercie jest Pan z pochodzenia Kanadyjczykiem?

Moje pochodzenie to Polak urodzony w Toronto. Rodzice emigrowali z Polski po wojnie z powodów politycznych. Dotarli do Kanady, gdzie tworzyli wszystko od samego początku.

Ma Pan korzenie szlacheckie?

Moja rodzina jest rodziną szlachecką. Ta historia rozpoczyna się w XIII wieku. Majątek to rodzinne ziemie pod Poznaniem, a także podkrakowska Minoga mojej mamy. Posiadam podwójne nazwisko Żychliński- Mielżyński, co zobowiązuje. Musimy dużo więcej pracować, by pokazać, że nie tylko nazwisko jest ważne, ale to, co stoi za nim. Historia, ludzie, kultura. Jesteśmy zobowiązani chronić historię. To numer jeden! Rodzina i historia!

How to be Pole?- jak być Polakiem?

Słuchając Pana, wyraźnie wybrzmiewa waga słowa „być” a dopiero daleko za nim jest słowo „mieć”?

Ktoś pewnie zapyta, dlaczego przyjechałem do Polski? Mogłem zostać w Kanadzie, gdzie jest duża, dobrze prosperująca firma. Są winnice, firma winna. Mogłem pracować z ojcem i bratem, spełniając swoje marzenia i realizować pasje. Jednak jest coś ważniejszego, chronienie historii, mojego polskiego pochodzenia, przyszłości i kultury. Nie tylko polskiej, bo w moim przypadku międzynarodowej.  W XIX wieku Ludwik Żychliński pisał „how to be Pole?” – Jak być Polakiem? Dla mnie właśnie on jest wielką inspiracją. Musimy chronić przyszłość poprzez pracę, poprzez szerzenie kultury międzynarodowej.  Świat okazuje się być bardzo mały. Miłość do Polski do historii mam wpojoną przez rodziców i dziadków.

Enologia

Panie Robercie enologia czyli wino znawstwo. To temat najbliższy Pana sercu?

Posiadam dyplom uniwersytecki, studia inżynierskie – rolnicze. Enologia, to coś więcej niż samo wino znawstwo. To produkcja. To maszyny, to wszystko, co dotyczy wina.

Jest to szeroki zakres zagadnień, między innymi: podstawy uprawy winorośli, biologii i chemii winogron, technologii produkcji wina, typologii wina, regionów winiarskich, podstaw degustacji a w szczególności zdrowotnych i kulturowych aspektów wina. Studia stwarzają możliwość poznania i zgłębienia szerokiej tematyki, jednak tylko praktyka daje pełny obraz.

Wykształcenie, pasja sposób na życie. Konfucjusz powiedział” wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu”. Idąc tym tropem można by założyć, że Pan kocha swoja pracę. Jest Pan człowiekiem, który nie pracuje? ( Uśmiech)

Pasja to jedna strona medalu, na pewno nie jest to hobby.  Winiarstwo to jest moja profesja.  Importujemy i sprzedajemy wino, prowadzimy restaurację. To mój sposób na biznes.

A czy lubię? Oczywiście, że tak! Najbardziej lubię być w winnicy. Lubię być w piwnicy, gdzie patrzę na beczki i zachwycam się wspaniałym zapachem. Dochodzi do tego sprzedaż i marketing, kontakt z odbiorcą, reklama. Fascynuje się tym wszystkim. (Uśmiech) Czy to jest praca? Zdecydowanie tak! Jest ona czasami bardzo wyczerpująca, od rana do wieczora, ale dająca ogromną satysfakcję. Pracuje ze mną 100 ludzi, za których jestem odpowiedzialny.  Są ze mną 16, 10, 6 lat. Oni mi ufają. Ja nie mogę ich zawieść.

Biznes

Do Polski przyjechał Pan ponad 25 lat temu, czy od samego początku myślał Pan o biznesie pod kontem wina oraz wykorzystania swojej wiedzy i wykształcenia?

Tak. Temat wina i alkoholu zawsze był tematem wiodącym.  Pierwsze kroki to projekt z firmą Agros.  Nie każdy tę nazwę kojarzy, była to duża państwowa firma alkoholowa. Moim pomysłem, było sprowadzenie na rynek polski dużych, znaczących producentów alkoholi z całego świata. Po dwóch latach, okazało się, że moje starania zostały wykorzystane przez firmę stworzoną obok Agros. W Polsce mówi się, że „wbito mi nóż w plecy”, przygotowania były zaawansowane. To miał być wyjątkowy projekt. Nie wyszło. Agros podpisał umowę spółki z małą niemiecka firmą, a ja miałem wybór: pozostać w Polsce lub wracać do Kanady. 

Porażki też czegoś uczą, skoczyłem na głęboką wodę i otworzyłem firmę, zajmowałem się wentylacją ( śmiech). To był sukces finansowy, firma została sprzedana, a ja znalazłem się w Paribas Bank. Tam właśnie poznałem rozwijający się rynek deweloperski w Polsce, jednak cały czas w głowie miałem rynek winiarski. W 2003 roku powiedziałem sobie „dość”. Miałem wtedy prawie 40 lat, i jeśli nie zajmę się projektem, który pisałem mając 27 lat, to już nigdy tego nie zrobię. Nigdy nie będę samodzielny, nigdy nie będę tym człowiekiem, który sam decyduje. Potrafiłem łączyć ludzi, wygrywać projekty, wchodziliśmy do Unii Europejskiej, rynki się otwierały. Jak nie teraz to, kiedy? No i zrobiłem to. Powstała firma, która działa do dziś, zapraszam na https://mielzynski.pl/.

Służymy swoim klientom.

Jedno ze zdań, które można uznać za charakterystykę Pana podejścia do biznesu brzmi: służymy klientom. Wydaje mi się, że to więcej niż tylko słowa. To styl życia. Czy mam rację?

W języku polskim słowo „służyć” może być różnie rozumiane.  Dla mnie wyraża szacunek, zainteresowanie. Chcę służyć dobrą radą i oddaniem klientowi, który mi ufa. Musisz wiedzieć jak służyć innym, by wymagać od innych by Tobie służyli.

Pasja

W Pana wywiadach zazwyczaj padają pytania dotyczące wina, a ja zapytam o narty i Alpy. To Pana pasja prawda?

Ostatnio dużo myślałem nad tym, że muszę skoncentrować się na kilku rzeczach, które sprawiają mi największą przyjemność. Poza winem, to między innymi narty z winem w Alpach albo Tatrach (śmiech) . Związana z tym adrenalina i te piękne widoki.

Lubię sport, pewnie o tym Pani nie wie, ale ja 2 lata grałem profesjonalnie w hokeja w Niemczech.

Jeżdżę na nartach, jeżdżę konno, a teraz doszedł do tego rower. Chcę wykorzystać jak najlepiej czas, by utrzymać dobrą kondycję, zdrowie. Spójrzmy na dzisiejszą rzeczywistość.  Covid zmienił nasze życie, ograniczył możliwości.  Ten czas spowodował, że zacząłem bardziej przyglądać się swojemu zdrowiu, podjąłem decyzję o zmianie. Zacząłem jeździć do pracy na rowerze, a to jest ponad 30 km dziennie. Zacząłem biegać, wpadłem w ten rytm, by budować kondycję.

W głowie jednak są wciąż narty, przygotowanie się do kolejnych wyzwań. Adrenalina, pokonywanie przeszkód, wyzwania.

Aby spełnić swoje marzenie muszę być w dobrej formie.  To dotyczy zarówno zdrowia fizycznego jak i psychicznego. W uszach słyszę słowa mojego ojca, który powtarzał „chcesz prowadzić dobry biznes, musisz być w dobrej formie”. Moi klienci zauważyli zmianę, miło słyszeć od nich, że świetnie wyglądam. ( śmiech)

Pracuję i pomagam

Jesteśmy w momencie, gdzie Covid zmienił w wielu ludziach patrzenie na świat, na biznes. Jak Pan sobie z tym radzi?

Nasz biznes prowadzimy etycznie, nie zwalniamy ludzi.

Mimo trudnej sytuacji szukamy rozwiązań i nowych pomysłów. Pomagamy jak tyko możemy. Wspieramy Fundację „Iskierka”, piekliśmy chleb dla szpitala, gotowaliśmy posiłki dla Fundacji „Jestem”. Moi kucharze maja dużo zajęć, wciąż są potrzebni. Bardzo trudno zarządza się firmą w takich warunkach, a ja wciąż szukam sposobów by robić to jeszcze lepiej.

Biznes przez 17 lat jest poukładany, jednak nie można odpuszczać.  Tu wraca temat zdrowia, ja muszę być zdrowy w świetnej formie psychicznej by dobrze prowadzić ten biznes, szczególnie w trudnych chwilach. Jestem odpowiedzialny.

Stworzyliśmy wyjątkowe miejsca, łączymy sklepy w formie składu win i bary winne z otwartą kuchnią. Skład win i wine bar „Mielżyński” przy ul. Czerskiej 12 powstał w 2015 roku, jako drugi punkt w Warszawie obok istniejącego już od 2004 roku „Mielżyńskiego” na Burakowskiej 5/7. Zapraszamy do sklepów z moim autorskim wyborem win i wine barów, gdzie szefowie kuchni tworzą zmieniające się, sezonowe menu. Obecnie gotujemy „na wynos” i z utęsknieniem czekamy na powrót do normalności. Kolejne miejsce z naszymi winami znajduje się w Poznaniu przy Wojskowej 4. Tęsknimy za degustacjami, za atmosferą tworzoną dla gości i przez gości, za gwarem w restauracji, zapachem otwieranego wina. Za uśmiechniętymi klientami.

Marzenia

Jest Pan spełnionym biznesowo, przystojnym, elokwentnym mężczyzną o wielu pasjach. Czegoż chcieć więcej? Czy jest jakieś marzenie, które czeka na realizację?

To, co zrobiliśmy z marką „Mielżyński”, to jest dopiero początek, a co przyniesie przyszłość?  Może „Mielżyński” pojawi się w Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Wrocławiu. To mój cel na przyszłość, to moje myślenie o biznesie. 

Pozostaje jeszcze marzenie o założeniu winnicy, produkcji wina, to chyba nie w Polsce, ale marzenie to marzenie, zobaczymy czy się spełni. (Uśmiech).

Chcę też poczuć adrenalinę związana z nartami, ale po nartach jest wino i pyszne jedzenie, więc to naczynia połączone. Wszędzie gdzie pojawia się „Mielżyński”, pojawia się wino.  Jednak we wszystkim należy zachować umiar i nie przesadzać za bardzo. (Śmiech)

Tekst :
Anna Czech i Bernadetta Poskrobko
Ludzie z Charakterem- magazyn o ludziach dla ludzi