Historia o człowieku z głową w chmurach, samolotach i Iron Maiden.

1 października, 2020



Facet po przejściach. Uparty i konsekwentny w dążeniu do celu, przy tym przystojny i wyjątkowo skromny. Kapitan linii lotniczych LOT – Paweł Stachnik.



Dziękuję Ci bardzo za komplementy. Czuję się z tym nieswojo. Przez ten Covid to jeszcze tak trochę Kapitanem jestem (śmiech), a tak naprawdę to już oficerem w LOT. Zmieniłem typ samolotu na ten największy. Spełniło się moje kolejne marzenie, jednak pandemia podcięła mi skrzydła, i czekam na to kiedy znów będę mógł usiąść za sterami.


Paweł ten trochę większy samolot to co to za samolot?

Największy z największych w Polsce, samolot dalekiego zasięgu, który latał do Stanów, na  wschód czyli Chiny czy Indie, Japonia. To jest samolot który waży przy maksymalnej masie startowej 250 ton, i zabiera prawie 300 osób na pokład. Boeing 787-9 Dreamliner, o nim właśnie mówię.


Robi to wrażenie, tym bardziej, że nie jesteś pilotem, który zaczynał swoją przygodę z lotnictwem od dziecka. Twoja historia jest wyjątkowa, wręcz zaskakująca. Zaczynałeś w innym świecie, prowadziłeś swój biznes, a pilotem z krwi i kości stałeś się dopiero po czterdziestce. 

Zawsze byłem wariatem na punkcie lotnictwa. Zacząłem latać jako młody chłopak w aeroklubie, miałem 18 lat. Tam zaczęła się moja przygoda, latałem na szybowcach. Proza życia spowodowała, że musiałem z tego zrezygnować, do tego doszła poważna choroba, która wyłączyła mnie z życia na ponad 4 lata. Wtedy myślałem, że latanie jest nie dla mnie. 


Zacząłeś w tym czasie prowadzić swój biznes. Człowiek z chmur prowadzi restaurację. Czego to Cię nauczyło? 

Przez zupełny przypadek, udało mi się przejąć restaurację w Krakowie, na wprost Teatru Słowackiego. Dla osób znających Kraków, jest to zdecydowanie jedno z bardziej wyjątkowych miejsc. Świątek piątek w gotowości, cały czas na posterunku. Biznes bardzo trudny, wymagający i wyczerpujący, jednak dawał mi satysfakcję i to nie tylko finansową. Odciągał od myślenia o marzeniach sukcesami przez ponad 7 lat.


Dla wielu niespełnione marzenie o dobrze prosperującej restauracji, a TY w chwili gdy biznes kwitł postanowiłeś się go pozbyć.

To wszystko przez moich kolegów pilotów, którzy „przyłazili na darmowe piwo, i opowiadali o tym jak to jest w chmurach” (śmiech). W pewnym momencie marzenia wzięły górę… i stało się. Rzuciłem wszystko, sprzedałem restaurację i wyjechałem do Kanady. W 1,5 roku zdobyłem  w prywatnej szkole uprawnienia. Koszt tego pomysłu to wartość  za którą wtedy można było kupić niemałe mieszkanie w Krakowie. Mnóstwo wyrzeczeń, ja miałem przecież rodzinę , dzieci. 


Masz 2 dzieci, które są Twoim całym światem. Jak Oni zapatrują się na to, że tata postawił wszystko na jedną kartę i  spełnił swoje marzenia, czy któreś idzie w Twoje ślady?

Są dumni z tego, że jednak potrafię nie tylko bujać w obłokach, ale i w nich latać. Do tej pory w świecie normalnym, bez Covid-19, bardzo z tego korzystali. Latali ze mną po całym świecie. Mieliśmy plany na kolejne podróże w tym roku, jednak musimy je przenieść na inny termin jak wszystko wróci do normalności.  Mój syn Kuba, myślał o tym by zostać pilotem, ale chyba nie do końca to czuje, i może dobrze. W tym momencie  nie byłoby to rozsądne. W obecnej sytuacji brzydko się wyrażę  zawód pilota jest bardzo „podłym zawodem”. Po prostu nie ma pracy. Ludzie którzy nie mają doświadczenia zostają w nowej rzeczywistości z koniecznością przekwalifikowania się. Wielki problem mają również koledzy z doświadczeniem. Wielu pilotów, zostało zwolnionych . Lotnictwo bardzo ucierpiało,  powolutku zaczyna się dziać coś pozytywnego, jednak na moim samolocie, nie ma za wiele latania. Zdecydowanie nie dla takiej ilości pilotów,  która jest obecnie zatrudniona. Nie latamy do Stanów , Tokio, Pekinu, Sri Lanki, Ameryki Południowej, na Karaiby. Linie są zamknięte, a lataliśmy kilka razy dziennie. Plany były olbrzymie, miały się otwierać dodatkowe kierunki  takie jak Waszyngton czy San Francisco 


Paweł, ale Ty nie zaczynałeś od LOTu. Ty latałeś dla innych linii i pracodawców.

LOT to spełnienie moich marzeń, to taka wisienka na torcie. Od małego niedoścignione marzenie prawie jak NASA dla niektórych. To Olimp, szczyt szczytów. Zaczynałem od szybowców, a jak wróciłem po szkole w Kanadzie, byłem prawie  bez doświadczenia z nalotem 200 godzin na malutkich samolotach. W żaden sposób nie byłem atrakcyjny jako pilot, do tego przyszedł kryzys 2008, 2009 rok. Pracy w lotnictwie nie było, więc przez 1,5 roku jeździłem na taxi by przeżyć. Wysyłałem wciąż swoje CV i wreszcie wyczekiwany moment. Firma Cargo podwykonawca DHL  zaprosiła mnie na rozmowę. Miałem latać  z paczkami,  bardzo trudnym  samolotem Antonow- 26. Stary samolot wojskowy, którym lataliśmy zazwyczaj po kraju. Zdobyłem bardzo dobra szkołę od wojska. Pracowałem rok, firma padła, samoloty miały zamkniętą przestrzeń powietrzną, były za stare. Kolejny raz stanąłem przed wyborem co dalej. W tym czasie, mój kolega został zaproszony na rozmowę o pracę z malutkim przewoźnikiem, i wpadł na pomysł bym jechał z nim. Wziąłem CV i jak dojechaliśmy, grzecznie zapukałem do drzwi, mówiąc, że nie byłem umówiony ale mogli by spojrzeć na moje cv, o dziwo spojrzeli. Kilka pytań, a po tygodniu odbieram telefon” Panie Pawle został Pan zakwalifikowany, czy może być Pan jutro w Warszawie”. Pojechałem i okazało się, że mam pojąć decyzję czy akceptuje warunki, a jednym z nich był koszt szkolenia,  który jest po mojej stronie w kwocie 140.000 zł. Miałem tydzień na zorganizowanie pieniędzy. „Jak nie będzie Pana tu w przyszłą środę dzwonimy po następnego”. Wróciłem jako „szczęśliwy” taksówkarz po pracy do domu, burza w głowie i po chwili burza w domu. Podjąłem decyzję, stawiam wszystko na jedną kartę, kolejny kredyt i zadłużenie po uszy. Jeśli się nie uda to do końca życia będę jeździł na taksówce. Raz się żyje.  

Trudne szkolenie i bardzo wymagający samolot. Pamiętaj, że ja już nie byłem młodym chłopcem z chłonnym mózgiem. Ja byłem już po czterdziestce. Przychodziło to mi z wielkim trudem, ale byłem zdeterminowany. Banki patrzyły na mnie bardzo uważnie. Przelatałem  z nimi 1,5 roku i zostałem zwolniony.  

Wylądowałem na garnuszku u mamy w starym obdrapanym domu, z kredytami  na głowie i perspektywą życia dla banków jeżdżąc na taksówce. Totalnie załamany, przeszedłem kryzys, co ja narobiłem. Wysyłałem CV, i któregoś dnia dostaje maila zwrotnego z Anglii, że zapraszają mnie na rozmowę. Ja nie miałem nawet na bilet. Od kumpli pożyczałem pieniądze na samolot. Poleciałem. Moja kuzynka wiedząc w jakiej jestem sytuacji wynajęła mi samochód bym mógł dotrzeć na miejsce rozmowy a to było daleko od Londynu  i opłaciła dobę hotelową. Rozmowa po angielsku, testy i okazuje się że praca jest dla Iron Maiden. Na początku pomyślałem – „żart”. 

Wokalista Bruce Dickinson jest pilotem i miał plan, by założyć linie czarterową. Kontrakt półroczny na okres wakacyjny, i znów zostałem zakwalifikowany. Znów zapraszają mnie na szkolenie. Pojechałem do Mediolanu, na miejscu okazuje się że jest mały problem… nie ma samolotu, ale mam wakacje za które mi płacą. Coś pięknego, psychicznie odpocząłem, zrelaksowany i zadowolony na wakacjach, z pieniędzmi i spokojem ducha. Wtedy poznałem osobiście Brucea Dickinsona. Bardzo ciekawy człowiek. Nie latałem zupełnie, bawiliśmy się wspólnie na symulatorach, piliśmy piwo i rozmawialiśmy o życiu.   

W miedzy czasie dostałem informację, że są nabory do LOTU. Do końca kontraktu z Iron Maiden pozostało  kilka tygodni. Pojechałem na rozmowę z LOTem, przeszedłem kwalifikacje i kolejny raz szczęście mi dopisało. Spełniłem największe marzenie – będę pracował w LOT. Zacząłem na jednym z 3 latających wtedy Boeningów 737, i tu nauczyłem się rzemiosła lotniczego. Instruktorzy starej daty tuż przed emeryturą, ludzie z olbrzymią wiedzą i doświadczeniem. Nie było napięcia w kokpicie, a wsparcie i cierpliwość. Dzięki nim potrafię wszystko.


Paweł, czy biorąc pod uwagę Twoje życiowe sukcesy, czy wstąpienie w szeregi LOT można uznać za największy?

Zdecydowanie tak. Dla mnie to marzenie było niedoścignione, a tu jeszcze po 1,5 roku pracy  zostałem Kapitanem. Koledzy mnie zmotywowali pchając do przodu mówiąc „Paweł zrób to”. No i zrobiłem, kolejny raz się udało (śmiech). Było bardzo trudno, ale miałem kupę szczęścia i jestem dziś w tym miejscu. 


Być kapitanem w liniach lotniczych LOT to prestiż, to pieniądze ale też olbrzymia odpowiedzialność. Jak sobie z tym radzisz?

180 czy 300 osób na pokładzie to wyzwanie, czasami stary psujący się samolot. Olbrzymi stres jeśli coś zaczyna się układać niestandardowo, jednak nie myśli się wtedy „o rany zaraz się zabije i wszystkich którzy są ze mną na pokładzie”. Wtedy myśli się by wykonać zadanie – „wylądować”. Samoloty są tak skonstruowane, że systemy są „podwojone, czasami potrojone”, więc mamy duże pole manewru i wiele możliwości. Jak już wiesz jestem trochę dzieckiem szczęścia, i ja nie miałem żadnej  wyjątkowo poważnej awarii. Ze mną lata się bezpiecznie (śmiech)


Wyjątkowo spokojny, stabilny. Czy Ty się nigdy nie denerwujesz? Czy jest coś co może Cię wyprowadzić z równowagi?

Wiesz… ja czasami się denerwuje, nawet zdarzy mi się przeklinać. Awaria samolotu nie wyprowadzi mnie z równowagi ale kobieta potrafi (śmiech). Wtedy staram się odreagować z kolegami pilotami czy remontując dom. Jestem uparty i jeśli mam coś sam zrobić, muszę się do tego przygotować. Remont to wyzwanie prawie jak latanie, tego też musiałem się nauczyć. Ale chyba wyszło nieźle, a ile mam z tego satysfakcji. 


Człowiek taki jak TY, konsekwentny i zdeterminowany, pasjonat dziś siedzący na kanapie w domu patrzący na modele samolotów. Jestem pewna, że tęsknisz do chmur, do latania, do świata z przed Covid-19. Życzę Ci byś jak najszybciej wrócił za stery, i by pasażerowie mogli być bezpieczni wzbijając się w przestworza pod Twoja opieką. Tyle samo startów co lądowań Ci życzę. Twój przykład może być inspiracją dla wielu, nigdy nie jest zbyt późno by spełniać marzenia. Dziękuję, że chciałeś ze mną porozmawiać. 


Tekst :
Anna Czech
wydawca Ludzi z Charakterem