O choroba – nie pomyślałam.

29 grudnia, 2020

Dzień dobry Pani Marto,  nazywam się Marcin Włodarczyk. Byliśmy umówieni… 

Wiosna tego roku była piękna. Słonce już mocno grzało dając motywację przyrodzie do kolejnych narodzin. Wszystko jakby na nowo budziło się do życia. Tego dnia umówiłem się w kawiarence z młodą dziewczyną. Zadzwoniła do mnie kilka dni temu z prośbą o ubezpiecznie. Przez telefon wydawała się wyraźnie zdeterminowana i pewna swojej decyzji. Jak zawsze zamówiłem espresso z małym ciasteczkiem. To już taki mój poranny rytuał. Po chwili w progach kawiarni w blasku porannego słońca stanęła Pani Marta. Atrakcyjna, młoda kobieta. Zasiedliśmy wygodnie w fotelach i po chwili wstępu przeszliśmy do setna naszego spotkania. Po krótkiej rozmowie Pani Marta podejmuje decyzje o zakupie polisy. Od początku widać wyraźne zainteresowanie z jej strony. Rzadko zdarza się taka sytuacja, że klient nalega na wykup polisy. Z doświadczenia wiem, że nie powinno się poważnych decyzji podejmować w pośpiechu. A z drugiej strony myślałem, że właśnie chcę takich świadomych, roztropnych i przewidujących klientów. Gdzieś w głowie pojawiło się pytanie: a co z Pani zdrowiem? Jeszcze raz analiza sytuacji, potwierdzenie priorytetów i decyzja -wypełniamy wniosek. Oszczędzamy na emeryturę, ale przede wszystkim ubezpieczamy się na wypadek jakiejś paskudnej poważnej choroby. Wszystko szło gładko, aż do momentu, gdy pojawiła się ankieta medyczna. Pani Marta lekko się wzdrygnęła. Zauważyłem na jej twarzy niepokój i lęk w grymasie końcówek ust. Delikatnie zwilżyła je językiem. Tak w ubezpieczeniach to standard – odpowiedziałem pewnie, ale baczenie obserwując klientkę. W mojej głowie powstał cień niepokoju. Na jedno z pytań dotyczących stanu zdrowia Pani Marta odpowiada twierdząco. Niestety, wniosek o ubezpieczenie trafi do indywidualnej oceny, potrzebne są dodatkowe dokumenty i wyniki badań. Pani Marta pobijając kawę opisuje mi zabieg, jaki przeszła kilka miesięcy temu. Zabieg dotyczył jej serca. Operacja się udała, jednak zamknęła drogę do zawarcie jakiekolwiek polisy na życie i zdrowie przez wiele kolejnych lat. Istnieje zbyt duże prawdopodobieństwo komplikacji i ryzyko powikłań. Serce to poważna sprawa … Po kilku dniach w centrali zapadła negatywna decyzja. Drzwi zamknięte, zapraszamy za 5 lat. Pani Marta obecnie jest zdrową i atrakcyjną kobietą. Kocha swoją pracę i prowadzi zdrowy tryb życia. Los dał jej drugą szansę, którą nie możne zaprzepaścić.

To nie było pierwsze w życiu spotkanie z doradcą ubezpieczeniowym. Mogła ubezpieczyć się już dawno, zabezpieczając swoje zdrowie i życie. Nigdy nie wiemy jaki los wyjdzie nam na przeciw. Wtedy życie miało inną wibracje, różowe okulary przysłaniały to co złe na świecie. Zawsze było coś ważniejszego. Teraz kiedy jest gotowa na to by mieć polisę, żadna firma nie chce podjąć ryzyka. Gdyby wtedy podjęła decyzję, otrzymałaby wsparcie finansowe. Jakie? Kilkadziesiąt tysięcy zł. O ile łatwiej dochodzi się do zdrowia, mając na koncie pieniądze. Poza tym, każdy z klientów, ma gwarancję, dzięki temu w trudnej sytuacji życiowej spowodowanej poważnym zachorowaniem, umowa ubezpieczenia na życie będzie kontynuowana, a ubezpieczyciel będzie opłacać składki do końca jej trwania. Tak mogło to wyglądać u Pani Marty. 330 zł miesięcznie by mieć emeryturę oraz parasol ochronny w razie gdyby trzeba było leczyć serce czy inną poważną nieplanowaną i niechcianą przypadłość ludzką…. Dziś jest za późno… Pomyśl.

Tekst :
Marcin Włodarczyk
Partner biznesowy w "Ludzie z Charkterem", Doradca Ubezpieczeniowy