Holender i jego wiatrak

21 maja, 2021



Kraina jezior

Mazury od dziecka były dla mnie krainą pełną magii. Od najmłodszych lat przyjeżdżałem tu z rodzicami. A dostać się na Mazury w tych trudnych czasach nie było tak prosto. Bywało, że podróż z Warszawy trwała blisko dwa dni. Ojciec podawał mnie na peronie przez okno, aby w walce o przestrzeń zająć miejsca w przedziale. Potem gdzieś z znikał w hałaśliwym tłumie z mojego pola widzenia, a pociąg już z wolna się już toczył. Pojawiał się po dłuższej chwili kiedy już w moich oczach było przerażenie. To były te czasy, gdzie jazda PKP w korytarzowym ścisku na walizkach była czymś normalnym. Taki PRL-owski styl podróżowania. Po wyjeździe składu pociągu ze stacji Warszawa Centralna pojawiały się w powietrzu rożne zapachy jedzenia i piwa. Kanapki owiniętego w szary papier. Oczywiście kiełbasa, ogórki i jajka górowały nad wszelkimi dobrami. Czasem ktoś wypił za dużo alkoholu i spał w toalecie. Najważniejsze, że jechaliśmy na wakacje na, które były wielką przygodą dla mnie i rodzeństwa. W czasach dzieciństwa Mazury inaczej wyglądały. Były domy z cegły, drewniane stodoły. Na drewnianych sztachetach suszyły się gliniane dzbany i powiewała krochmalona pościel. Miało to swój wyjątkowy klimat. Przyjazd na ciche Mazury z hałaśliwej stolicy był jakby przejściem przez drzwi magicznej szafy.


 

Pomysł na wiatrak

Miałem przyjemność zwiedzać południe Francji. I tam zobaczyłem wtopione w krajobraz samotne wiatraki. Potem była książka Alchemik napisana ręką Paula Coelho, gdzie bohater powieści wyremontował stary wiatrak, aby w nim zamieszkać. Tak powstały marzenia o własnym wiatraku.

Znalezienie do nabycia odpowiedniej działki było wyzwaniem. Teren, na którym ma powstać wiatrak musi spełniać pewne kryteria. Podstawowym z nich jest wzniesienie i rozległa przestrzeń, po której hula wiatr. Początkowo okoliczni ludzie patrzyli ze sceptycyzmem, ale z czasem zauważyli, że jestem uparty i konsekwentny w realizacji marzenia. Nazwali mnie Holendrem.

Moim marzeniem było zbudować wiatrak techniką z przed 200 lat. Jak w najmniejszym stopniu używając współczesnej techniki. W tym celu nawiązałem współprace z francuzami, którzy zajmują się odrestaurowywaniem takich zabytków w zachodniej europie. Pomogli zaprojektować wał i mechanizm w dawnej technologii. Wiatrak jest budowany metodą na okrągło, co jest prawdziwy murarskim wyzwaniem. W środku mamy piękną czerwoną cegłę a z zewnątrz obłożony jest kamieniem. Cegły pozyskałem z rozbiórek starych mazurskich domów. W związku z usytuowaniem budowli na wzniesieniu był problem z postawieniem dźwigu. Dlatego wszystkie cegły, kamienie, belki transportowaliśmy ręcznie na szczyt wzniesienia. Czasami tocznie jednego kamienia zajmowało pare godzin.

Wiatrak jest podpiwniczony i ma 5 kondygnacji. Docelowo na poziomie -1 tam będzie nasza łazienka. Na parterze zaś kuchnia, po wyżej będzie salon i na samej górze sypialnie. Zaprojektowaliśmy z żoną łazienkę w surowym klasycznym stylu. Podłoga jest ze starej cegły. Wygląda to bajkowo. Pozostałe podłogi są drewniane i opierają się na masywnych krokwiach. Bardzo dużą uwagę przykładamy do detali. Nie ma nic co można kupić gotowego w sklepie budowlanym. Nawet okucia zawiasów do drzwi i okien wykuwamy techniką kowalską.

Sklepienie i poddasze jest budowane na czopy, drewniane dyble, bez użycia gwoździ. Ponad pół roku szukałem odpowiedniego dębu na wał napędowy. Po obróbce musiał mieć 55 cm średnicy i 750 cm długości. Skrzydła zaś projektował znajmy z Amsterdamu. Odpowiednie kąty nachylenia względem siebie są bardzo ważne do uzyskania odpowiedniej dynamiki przekazania energii. Na szkielecie ramion są zamocowane płótna, którymi można sterować szybkość kręcenia się wału.


Rodzinna praca

Najpiękniejsze w tej historii jest to, że wszystko wykujemy własnymi rękoma. Budowlana ekipa to głównie moja żona i ja. Cenną pomoc otrzymałem od mojego taty, dzięki jego wiedzy wprowadziliśmy wiele cennych rozwiązań, które przyczyniły się do powstania tej budowli. W rodzinie jest siła. Czasem pomagała i wspierała nas też lokalna społeczność. Oczywiście mamy nadzór budowlany, który czuwa nad prawidłową i bezpieczną realizacją.

Życie za miastem

Życie na wsi to wyzwanie, ale daje rodzinie wiele radości i jest zdrowym stylem życia. Nasze dzieci całe dnie spędzają na świeżym powietrzu. Nie chorują, są uśmiechnięte. Znajdują kreatywną przestrzeń do zabawy, a nie siedzą nosem w komputerze. Mają takie dzieciństwo jakie myśmy mieli na trzepaku i podwórku.
 

Kąpiel pod gwiazdami

Mamy starą żeliwną wannę. Latem stoi na wzniesieniu, tuż opodal domu. Rozpalamy pod nią ognisko, nalewamy wody i wskakujemy nago do niej. Nad nami jest rozgwieżdżone niebo, w powietrzu latają świetliki i słychać tylko zasypiającą przyrodę. Czasem przeleci tajemniczy nietoperz czy w krzakach poruszy się dzika zwierzyna. Takiego wachlarza emocji i doznań nie doświadczysz w mieście. To jest właśnie ta magia wiejskiego życia.

Praca

Z zawodu jestem garncarzem. Wraz z żoną chcemy tu prowadzić warsztaty ceramiczne. Przygotowujemy się do otwarcia pracowni i uruchamiamy produkcję glinianych naczyń. Planujemy własną produkcję wędlin i przetworów ze zdrowej żywności. Będzie stajnia i pięć koni. Własne warzywa i owoce. 

Jeszcze trochę pracy przed nami, ale już zmierzamy do końca. Wiatrak widać z okolicznych pagórków i wzbudza zainteresowanie. Wieloletnia praca nad nim scala całą naszą rodzinę i daje perspektywę na szczęśliwe życie po za miastem.


Od autora: Dziękuję Ninie i Rafałowi za opowiedzianą przy kawie historię, za czas spędzony na Mazurach i pozytywną aure tego magicznego miejsca.

Tekst :
Krzysztof Witecki
Ludzie Charakterem